WGR



 

STRONA GŁÓWNA POEZJA




Makarenko. Autobus. Ulica. Latarnia.








W dziwnych czasach, okresie lat 20. XX wieku - gdy po całym świecie szalały wszelkie skrajne nurty zarówno w myśli społecznej jak i w sztuce czy nauce, dokonywał się przełom w dziejach świata, przełom, który na dobre miał zaowocować dopiero wieleset a może tysięcy lat później. Po raz pierwszy kompozytorzy odważyli się powiedzieć zdecydowane "nie" tonalności w muzyce. Poeci postanowili przedeptać tradycje narodowe i stworzyć zupełnie nowy, rewolucyjny kierunek w poezji. Powstała nowa dziedzina sztuki - film, która niemal całkowicie zmieniła sposób patrzenia na świat i rzeczywistość. Już żaden kapitalista-wyzyskiwacz nie mógł czuć się bezkarny w obawie przed utratą życia i wolności. Technika osiągnęła tak wysoki poziom, iż w pewnym momencie zaczęły zacierać się komunikacyjne granice, jakie do niedawna nie pozwalały kontaktować się swobodnie w skali globalnej.

Zmieniało się wszystko, jednak jak pokazała historia żadna z tych zasadniczych zmian w ostateczności nie zmieniła kształtu świata w całości. Wszystkie stosunki społeczne pozostały na swoich miejscach - dalej istniał podział na katów i ofiary, na wyzyskiwaczy i wyzyskiwanych. Sukces odnieśli ci, którym na tym zależało za wszelką cenę. Zanim to się jednak stało, głęboką piersią mogła odetchnąć ta grupa, od której uzależniony był rozwój całej cywilizacji w dobrym tego słowa znaczeniu. Okres ten przypadł na pierwszą połowe lat 20 - jeden z najpłodniejszych okresów w historii sztuki, myśli społecznej, nauki, okres inspirowany rewolucją i ideą przemiany rzeczywistości.

Jednym z należących do "grupy" był Anton Makarenko.

Po wybuchu Rewolucji Październikowej Anton Makarenko postanowił zająć się młodzieżą najbardziej potrzebującą pomocy. W roku 1920 organizował Kolonie im. Maksima Gorkiego - pierwszą w dziejach świata tego rodzaju placówkę. Tworząc kolonię od podstaw bardzo szybko zdał sobie sprawę, że wszelka myśl pedagogiczna jaka dotychczas istniała na nic się nie może zdać w jego przypadku. Młodzież z jaką miał do czynienia należała do skrajnej patologii - gotowa zabić za drobny majątek, nie posiadająca niemal żadnych podstaw moralnych, odrzucona przez świat.

Makarenko wziął się do swojej pracy z zapałem. Świeciła mu idea tworzenia nowego człowieka, nowego lepszego człowieka, któremu obce miały być wszelkie cechy przedstawiciela poprzedniej epoki.

Pierwsze pytanie jakie może powstać w tym miejscu: dlaczego Makarenko postawił przed sobą, jak by się mogło wydawać, tak odległy cel? Przecież młodzież z jaką dane mu było pracować, według powszechnych pojęć była na samym dnie moralnym - była możliwie daleko od normy nie mówiąc już o jakichś wyższych ideałach nowego człowieka.

Dzieje Kolonii im. M. Gorkiego to w ogromnym stopniu dzieje walki z otoczeniem. Pomimo przychylności władz, pomimo pomocy z różnych stron, działalność Antoniego Makarenki była traktowana wrogo. Ludzie bali się jego wychowanków z kryminalną przeszłością, obce im były zasady kolektywizmu. To były czasy gdy niemal każdy chłop pragnął stać sie kułakiem. Z niezrozumieniem wieś patrzyła na doświadczenie Makarenki jakim była budowa kolektywu. Wspólne cele, jakie były stawiane przed cała kolonią, były realizowane z wielkim zapałem - wbrew panującej w czasach dzisiejszych logice, że kolektywizm nie może się sprawdzić, gdyż człowiek nie dba o to co jest wspólne, dba tylko o własne i dlatego każdy "poprawnie" zbudowany system społeczny powinien opierać się na tej zasadzie.

Struktura osobowa Kolonii im. M Gorkiego była ciekawa. W jej skład wchodzili z jednej strony młodzi ludzie w większości ze skrajnie kryminalną przeszłością, z drugiej strony grupa fanatycznych zapaleńców - pedagogów skupionych wokół Antoniego Makarenki. Nie było na kolonii miejsca dla osób neutralnych. Oczywiście takie się pojawiały, ale równie szybko jak przychodziły - odchodziły i więcej nie wracały. Nie było miejsca dla ludzi, którzy wykonywali swoją pracę dla uzyskania honorarium. Honorarium na kolonii funkcjonowało po to, aby pedagodzy prowadzący swoją aktywność mogli przetrwać.

Jak to się stało, że grupa młodocianych kryminalistów pod przywództwem Makarenki zaszła tak daleko? Nie mam tu nawet na myśli tego faktu, że wielu z kolonistów w przyszłości zajęło się pracą pedagogiczną, wielu z nich stało się kontynuatorami dzieła Makarenki, wielu kolonistów otrzymało wyższe wykształcenie i zrealizowało się w różnych dziedzinach nauki. Nie w tym rzecz. Mówiąc o sukcesie mam tu na myśli sukces całego tworu, jakim była sama Kolonia im. M Gorkiego. Jej poziom organizacyjny był bardzo wysoki. Kolonia doskonale funkcjonowała pod każdym względem i wbrew powierzchownym opiniom udzielała każdemu koloniście wiele uwagi jako jednostce, a także pozwalała rozwijać się w naprawdę wielu kierunkach, zgodnie z indywidaulnymi zainteresowaniami. Swoistym apogeum był teatr organizowany regularnie własnymi siłami. Innym wybitnym osiągnięciem było przełożenie sposobu organizacji Kolonii na nowy teren, jakim stał się Kuriaż - nowa siedziba kolonii gdzie wcześniej mieściła się inna kolonia dla nieletnich przestępców, zapuszczona i zapomniana, a jednak odratowana przez Gorkowców.

Doświadczenie Makarenki tak naprawdę było jedną z nielicznych udanych prób budowy
"utopijnego" społeczeństwa komunistycznego. Była to jedna z najwyższych form organizacji ze wszystkich możliwych.

Możemy też zadać sobie pytanie czemu już nigdy więcej nie udało się powtórzyć tego osiągnięcia? Dlaczego "system Makarenki", który oficjalnie miał być stosowany jeszcze w latach 60. XX wieku, poza nielicznymi przypadkami jak np. domami dziecka prowadzonymi przez samych Gorkowców - wychowanków Makarenki, nigdy więcej nie zaistniał w pełnej swej okazałości.


Kolonia im. M. Gorkiego zebrała w jednym miejscu marzycieli oraz młodzież, która w zasadzie nie miała już przed sobą żadnej perspektywy - pokrzywdzona przez świat i otoczenie, odpowiadająca tym samym światu i otoczeniu. Zbuntowana i poniżona, a także pełna energii. Tylko powierzchowna analiza, oparta na własnych codziennych przypuszczeniach, może nas doprowadzić do myśli, że taka młodzież jest już skazana i nic już z niej nie będzie.

Mało który wybitny artysta, filozof czy naukowiec prowadził "normalne" spokojne życie. Zawsze, poza nielicznymi wyjątkami, w życiu tych ludzi działo się coś, co byłoby nie do przyjęcia przez szeregowych przedstawicieli społeczeństwa i mimo tych, jakby się mogło zdawać, wynaturzeń, właśnie im świat wiele zawdzięcza (świadomie lub też nie).

Dziwna jest natura ludzka. Z jednej strony człowiek wyróżnia się z całej fauny wieloma cechami. Myślenie abstrakcyjne, podwyższona zdolność komunikacji, rozwinięty aparat ruchowy. To wszystko to jednak w świetle ewolucji jedynie etap przejściowy do jakiegoś wyższego stadium rozwoju. Do czegoś lepszego. Zostało u człowieka wiele zachowań zwierzęcych a wzbogacone nowymi cechami doprowadziły do cieżkiej patologii. Wszelkie zło wynika tak naprawdę z tych dzikich wynaturzeń. Ze zderzenia zwierzęcej natury i nowej mentalności. Z wykluczających się wzajemnie czynników. Człowiek, jako zwierzę funkcjonujące w obrębie ziemskiej rzeczywistości, nie pragnie już tylko i wyłącznie zaspokojenia swych podstawowych, elementarnych potrzeb materialnych/fizjologicznych. Jego podstawowe potrzeby zostały rozwinięte za sprawą myślenia abstrakcyjnego do rozmiarów niewyobrażalnych. Żaden najbardziej zaborczy i dyktatorski wilk- przywódca stada nie dąży i nigdy nie dążył do kontroli nad całym kontynentem czy też światem. Żaden niedźwiedź nie zamierzał nigdy posiąść seksualnie wszystkich samic swego gatunku lub też innych gatunków. Nigdy ambicja nie zmusiła żadnego psa, aby pozagryzał wszystkich swoich przyjaciół-psów, aby zdobyć jak najwyższą pozycje psio-społeczną. Człowiekowi jednak wszystkie tego typu zachowania, jak pokazuje historia i codzienność, nie są obce. Mało tego. Jeśli dobrze się zastanowimy to dojdziemy do wniosku, że niemal każdy człowiek w swoim życiu dąży do jak najbardziej właściwego urzeczywistnienia wyżej wymienionych ideałów. Nie wystarczy człowiekowi jedna samica, czy też dwie. Potrzebuje ich tysiące lub też nawet miliony. Nie wystarczy mu jedno państwo - doceolowo bowiem jego ambicje są znacznie większe - powinien dysponować całym światem albo galaktyką a najlepiej wszechświatem. Nie mówię tu o człowieku w kontekście gatunku. Mam na myśli człowieka jako jednostkę. Jako jeden mały element społeczeństwa, w którym tylko najsilniejsi, najbardziej bezwględni, najbardziej niewyżyci seksualnie, najpodlejsi, najprzebieglejsi, nie posiadający żadnych zasad moralnych, pnący się po drabinie społecznej, sprzedający własne matki, własnych przyjaciół, włąsne zasady za 100zł (10000000zł, 10000000000000000000zł) mają głos. Mają głos i odpowiadają za losy tego świata. Odpowiadają za wszystkie zbrodnie. Ale w gruncie rzeczy to wszyscy za nie odpowiadają. Wszyscy są elementem tej machiny. Cieżkiej. Wielkiej. Przerażającej machiny społeczno-polityczno... po prostu ludzkiej. Opartej o panującą konstrukcję mentalną. Machina jest często niezrozumiała i tak bardzo przerażająca, że ciężko w to uwierzyć. Przeraża jednak dopiero gdy zaczniemy się nad nią zastanawiać. Wystarczy jednak zatrzymać się w codziennym pędzie i zastanowić. Drżąca z przerażenia dyrektorka szkoły, trzęsąca się o swoją posadę. Ona zrobi wszystko, aby posadę zachować. Ona zrobi znacznie więcej niż można sobie wyobraźić. Poświęci uczniów, przyjaciół, ale posadę zachowa. Nie będzie dla niej ważne, jak bardzo ucierpią. Jej cel jest jeden - pod pretekstem wyższego celu, jakim jest działalność społeczna na rzecz szkoły - utrzymać posadę, honorarium, status społeczny. Zachować wpływy. Móc walczyć o kolejne posady. Jeszcze lepsze. Jeszcze wyżej opłacane. Wykorzystujące jeszcze wiekszą ilość osób. To jest cel. Inny przykład. Co się dzieje, gdy dana organizacja społeczna otrzymuje dotację na pomoc biednym dzieciom? Jak zachowa się jej prezes (niezależnie od płci) w momencie gdy fizycznie dostanie do ręki powiedzmy 100 000zł, które musi wydać zgodnie z przyjętym budżetem? Nie ma mocnych. Gdy dostaje się przelew na konto w wysokości 100 000zł, który w każdej chwili można zmaterializować i wydać w dowolny sposób... Rozliczyć trzeba się dopiero za ponad pół roku. Projekt należy rozliczyć fakturami VAT. Należy też mieć jakąś dokumentację, raporty, materiały potwierdzające realizację projektu. Około 10 000-15 000zł należy przeznaczyć na realizację projektu, zakup jakiejś tam żywności, ubrań, opłacić lokal stowarzyszenia, administrację. Część z tych pieniędzy zostanie przeznaczona na opłacenie rachunków za telefon oraz paliwa do samochodu. Zaciera się powoli granica między używaniem tych środków na potrzeby własne a na potrzeby działalności społecznej. Zostało jeszcze około 85 000 - 90 000zł. Ta kwota zostanie użyta jeszcze inaczej. Jak wiadomo podatek vat od większości towarów wynosi 22%. Obecnie za książki (kategoria budżetowa materiały edukacyjne, literatura) wynosi 0% a za żywność (kategoria żywność) wynosi kilka procent, czasem więcej. Średnio licząc podatek vat ze wszystkich faktur vat jakie będzie należało przedstawić w rozliczeniu wyniesie okolo 15%. Tak też należy liczyć 15% - ze 100 000zł to 15 000zł - tyle pieniędzy będą musiały zwrócić, w postaci podatku, osoby wystawiające faktury, ewentaulnie sprzedające jakiś towar. Dalej należy dopłacić osobom posiadającym zdolność wystawiania faktur na towary, produkty odnoszące się do poszczególnych kategorii budżetowych w projekcie, kilka tysięcy złotych, powiedzmy 5000zł za fatygę przy wystawianiu fikcyjnych faktur. Całość operacji będzie kosztować około 20 000zł. Wszystko jest już gotowe. Istnieje już wystarczająca dużo materiałów potwierdzających realizację projektu, przygotowane są wszystkie niezbędne dokumenty. Z całego projektu zostało około 70 000zł. Te pieniądze zostaną przeznaczone ściśle na realizację wymarzonego życia seksualnego prezesa stowarzyszenia, a także w pewnym stopniu na rozwój hobby motoryzacyjnego. Powyższy przykład nie jest odkryciem jakiejś fantastycznej afery. To norma. Wszystkie znane mi organizacje społeczne działają w ten sposób. Zawsze tak było jest i będzie. Nie wierzę, że jest chociaż jedna organizacja/stowarzyszenie, która nie ukradła 1zł (100000zł, 10000000000000zł). Opisałem proceder z kradzieżą pieniędzy z dotacji z tego względu, że byłem świadkiem podobnych zdarzeń wielokrotnie i dobrze znam szczegóły podobnych operacji. Wiem również, że jest to zjawisko masowe i powszechne. Rozumiem też czemu tak się dzieje i w zasadzie zdziwiłbym gdyby było inaczej. Tak samo jest zawsze i wszędzie. W życiu codziennym, w polityce, wszędzie. Nie wiem co powiedzieć. Człowiek zamiast się rozwijać, zamiast rozwijać ewolucyjnie, popadł w totalny absurd. Całe społeczeństwo oparte jest na zasadach wynikających z indywidualnego interesu poszczególnych jednostek a także z konieczności budowy systemu w taki sposób, aby osoby wchodzące w jego skład nie doprowadziły do natychmiastowego unicestwienia danego stanu rzeczy, co mogłoby zniweczyć plany samorealizacji poszczególnych jednostek. Całe życie człowieka stało się usystematyzowane zbiorem zakazów i nakazów. Człowiek stał się zniewolony pod każdym względem, zniewolony przez samego siebie i przez własny gatunek. Słyszymy, że każdy ustrój bazujący na sprawiedliwości społecznej (socjalizm, komunizm) jest zły, gdyż ludzie zachowując się w sposób naturalny doprowadzają do wynaturzeń. Normalny, tzn. taki, gdy ludzie rozkradają wspólne dobro materialne z zakładów pracy, rozwijają struktury partyjne i walczą o coraz wyższe posady w nich, rozwijając pasożytniczą biurokrację żerującą na owocach pracy całego społeczeństwa. Zły jest socjalizm. Tak jest zły. W małym umyśle człowieka. Być może ten ustrój społeczny dojdzie jeszcze do głosu, ale najprędzej przy następnym ewolucyjnym stadium rozwoju.

Cały obecny ustrój społeczny, większość jego potencjału, pracuje na stworzenie ram, schematów i ograniczników nie pozwalających rozwijać się człowiekowi. Wszystko to w celu zachowania struktury w której można dobrze funkcjonować pod warunkiem, że jest się odpowiednio przebiegłym i podłym. Niemal wszystkie instytucje kulturalne jak i edukacyjne nastawione są tylko na zysk - nie na realizację jakichś tam wyższych założeń. Nie jest tak, że zjawisko takie występuje tylko na najwyższym szczeblu - ono występuje na każdym i potwierdza to tylko tezę o brudnej, zakłamanej konstrukcji mentalnej człowieka. Muzycy w filharmonii w trakcie wykonywania utworów wyliczają honorarium jakie aktualnie wypracowują poruszając smyczkiem po strunach. Nie ma tu miejsca na twórczość - to zwykła praca zarobkowa jak każda inna. "Twórcy" motywowani są tylko i wyłącznie czynnikiem jakim są cyfry. Motywowani są po to, aby ktoś tam dalej mógł na całym procesie żerować. Wytwarza się potężny i zazębiający się mechanizm, który ogarnia wszystko i wszystkich a wszystko i wszyscy dają na niego przyzwolenie. Młodzi ludzie, którzy dorastają są tresowani przez cały zbiór instytucji - szkołę, policję, pedagogów w celu wpasowania ich w cały potężny organizm - przytłaczającą machinę. Nie ma litości. Młody człowiek ma rozumieć dlaczego panujący ustrój jest dobry, dlaczego ideologie zagrażające aktualnemu stanowi są zbrodnicze. Młody człowiek musi wiedzieć i rozumieć jak poruszać się po tej machinie mentalno-społecznej. Jak zarabiać pieniądze. Jak stać się jednym z jej elementów. Jak kochać ojczyznę. Szanować rodziców. Bać się policjanta. Szanować godło i boga. Młody człowiek musi to pojąć i musi zostać ochroniony przed wszelkimi ideami "skrajnymi". Jeżeli młody człowiek zbłądzi - niezależnie od powodów - niezależnie od tego, czy wychowywał sie w "normalnym" domu czy też na ulicy, tak czy inaczej musi zostać ukarany. Niezależnie od wieku. Niezależnie od przewinienia. Jeżeli nie pomoże upomnienie sąsiadki to zostanie skatowany przez funkcjonariuszy na pobliskiej komendzie.

Bruno Jasieński powiedział kiedyś:

"Nie bój sie wrogów - w najgorszym razie mogą cię zabić. Nie bój się przyjaciół - w najgorszym razie mogą cię zdradzić. Strzeż się obojętnych - nie zabijają i nie zdradzają, ale za ich milczącą zgodą mord i zdrada istnieją na świecie."

Miał rację. Społeczeństwo w 99,99% składa się z jednostek obojętnych. Ja nie wiem kto jest gorszy - czy "bandyta" walczący w obronie struktur podziemnego, mafijnego światka, czy też policjant walczący w obronie państwa i społeczeństwa, które kilka tysięcy kilometrów dalej morduje dzieci rozdeptując ciężkimi butami ich czaszki - w celu rozwinięcia wpływów geopolitycznych i zajęcia lepszej pozycji strategicznej a mówiać w pewnym uproszczeniu - po prostu w celach ambicjonalno-zarobkowych. Ci sami ludzie którzy odpowiadają za to, żyją wśród nas. Żyją wszędzie i stanowią 99,99% światowej populacji.

Zapraszam do miejskiego autobusu nocnego. Wydaje mi się, że jest to bardzo charakterystyczny przykład. Jadąc pewnej zimowej nocy usiadłem wraz z moją dziewczyną na końcu autobusu. Za nami siedział młody, ciężko pijany człowiek. Był praktycznie nieprzytomny. Po kilku minutach jazdy dosiadła się trzy osobowa grupka, przedstawicieli pewnej powszechnie znanej subkultury ulicznej. Ubrani w odzież sportową, wyposażeni w specjalistyczny sprzęt łączności na pasmo 900/1800MHz. Przerośnięci osobnicy nie sprawiali wrażenia ani skrajnie agresywnych ani nie byli pod szczególnym wpływem alkoholu. Rozmawiali, dyskutowali, przeklinali, przełączali funkcje w interfejsach sterujących systemy łączności. W pewnym momencie ucichli. Coś przyciągneło ich uwagę. Widać było, że mocno się czymś zainteresowali. Jeden z nich zbliżył się do nieprzytomnie pijanego chłopaka, coś do niego powiedział nastepnie uderzył go. Uderzył go kilka razy. Moja dziewczyna wrzasnęła. Zacząłem się rozglądać. Autobus był pełny. Jechało w nim może 50 osób a może więcej. Upomniałem agresora, który właśnie wyznaczał sprawiedliwość. Nawiązaliśmy dialog w wynikuktórego którego, młody, pijany człowiek oberwał jeszcze tylko 2-3 razy i na tym się w zasadzie zakończyło. Broczył delikatnie krwią ale był cały czas tak samo nieprzytomny i pijany jak był wcześniej. Coś mamrotał pod nosem, w zasadzie nie reagował na uderzenia, nie bronił się. Sytuacja się uspokoiła. Wszyscy pasażerowie poza mną i moją dziewczyną a także poza grupą uderzeniową nie sprawiali wrażenia zainteresowanych całą sytuacją a wręcz widać było jak starają się sprawiać wrażenie niezainteresowanych. Chłopak był jeszcze zaczepiany w trakcie przejazdu. Dosyć drażniące było dla trzech młodych osobników, że chłopak praktycznie nie reagował, nie uciekał, nie płakał, nie prosił o litość. Był nieprzytomnie pijany. Gdy zacząłem się wtrącać do konfliktu zostałem upomniany, raz, drugi, aż wreszcie któryś z nich powiedział, że zaraz też mi się oberwie. Kilka następnych chwil było dziwnie spokojnych. Autobus dojeżdżał do przystanku i cała trójka wstała. Znowu zaczęli zaczepiać pijanego chłopaka. Któryś z nich krzyknał - masz bilet?! Gdzie masz bilet? Nie ma blietu?! No to wysiadamy!!! Haha! Wysiadamy! Potem odsunęli się od niego, skierowali się w kierunku drzwi. Największy z nich jeszcze przed wyjściem zbliżył się do chłopaka i wymierzył sprawiedliwość w sposób ostateczny. Nie zdążyłem zareagować, nie zdążyłem sie nawet odwrócić. Usłyszałem tylko jeden trzask, za moment kolejny. Widziałem drugie uderzenie. Największy z tamtej grupy, miał może ponad dwa metry wzrostu i odpowiednią masę ciała, uderzył pijanego chłopaka kolanem w głowę w taki sposób, że zobaczyłem jak ściana przy której ów półprzytomny chłopak siedział zaczerwieniła się, a po podłodze pociekł strumień ciepłej, świeżej krwi. Zerwałem się. Nie wiedziałem co robić. Nikt w autobusie nie reagował, moja dziewczyna spłakana a tamtych trzech sobie wysiadło. Chłopak, który do niedawna coś tam mamrotał pod nosem aktualnie opuścił głowę i spoczął w bezładzie. Sprawiał wrażenie martwego a krew w dalszym ciągu się lała. Widząc moją reakcje ten sam, który dokonał tego ostatniego czynu krzyknął do mnie - Chcesz? No to chodź! Wysiadaj!! Drzwi się zamknęły i autobus ruszył dalej. Byłem świadkiem jak cała machina społeczna w sposób niewzruszony funkcjonuje niczym komputer, niczym program, a ludzie to boty, cyborgi, które w całym tym komputerowym środowisku zostały umieszczone i stanowią jego element. Dalej całą sytuację znam głównie z przekazów osób trzecich, a także ze skrawków wspomnień. Wpadłem w amok. Rzuciłem się na drzwi autobusu i rozwaliłem je. Chciałem wyskoczyć i dogonić tamtych trzech. Krzyczałem różne rzeczy. Krzyknąłem - zatrzymać autobus - niech ktoś zadzwoni na pogotowie. Ludzie dopiero teraz się zerwali z miejsc i intensywnie trzymali mnie, abym nie wyskoczył z jadącego autobusu. Trzech bandziorów obserwowało całą szamotaninę z poziomu przystanku autobusowego. Autobus zdołał odjechać jakies 200-300 metrów. Kierowca widząc jednak wystającego z ostatnich drzwi człowieka zatrzymał się. Agresywna trójka rzuciła się do walki, biegiem w kierunku autobusu. Stałem w drzwiach trzymany przez ileś osób. Miałem skrępowaną jedną rękę. Tłum, który nie reagował w autobusie zaregował wreszcie krępując moje ruchy w taki sposób, że miałem realną szansę nie obronić się w nadchodzącym starciu. Na szczęście jedna moja wolna ręka była w stanie sięgnąć po pewien mało znany, ale ceniony wśród specjalistów płynny środek obronny, którym została potraktowana grupka, która rozprawiła się z chłopakiem, a teraz rozprawić się chciała ze mną. Byłem wściekły. Po potraktowaniu ich środkiem zaczęli ryczeć i biegać w kółko, łapali się za twarze i przeklinali moment, w którym przyszli na świat. Wyglądało to tak jakby jakiś stężony kwas wypalał im oczy. Chciałem ich pozagryzać. Nie mogłem się uwolnić z uścisku tłumu - odwróciłem się i zagroziłem któremuś z trzymających, że zaraz jego również potraktuje tym wywołującym ogołne przerażenie środkiem. Gdy zakończyłem krótki dialog zobaczyłem jak moje niedoszłe ofiary uciekły z prędkością światła - nie było już ich widać. Nie miałem ich już jak i po co gonić. Gdy całe zagrożenie minęło wróciłem do autobusu a wystraszony tłum dziwacznie mnie otoczył. Ktoś podobno już zadzwonił na pogotowie. Zadzwoniłem ponownie i zapytałem dlaczego nie ma reakcji - otrzymałem odpowiedź - proszę się nie denerwować - patrol policji już jedzie. Wykrzyczałem jakieś mocne epitety w kierunku pani w telefonie, ogłosiłem jej, że policja jest niepotrzebna - potrzebne jest pogotowie. Pani mnie przepraszała. Ktoś z tłumu poprosił mnie o pomoc na swoim osiedlu, dziwnie drżącym głosem, w rozprawianiu się z osobistymi wrogami. Ktoś nagle rzucił się w jakiejś dziwnej panice na rannego, nieprzytomnego chłopaka, aby go ratować. Sytuacja i zachowanie osób zaczęła przypominać zakład dla psychicznie chorych. Jak się za moment się okazało - chłopak żył. Stracił bardzo dużo krwi. Znalazła sie grupa osób, która podjęła się zatamować upływ krwi. Pogotowia wciąż nie było. Pojawiła się natomiast policja, która dotarła do odzyskującego przytomność chłopaka i postanowiła go spisać. Po mojej interwencji funkcjonariusze musieli się wytłumaczyć za spóźnienie pogotowia - próbowali się tłumaczyć, że nie są związani ze służbami ratowniczymi, ale to i tak nie pomogło. Autobus cały czas stał a ludzie, wyraźnie niezadowoleni, zaczęli wysiadać. Wielu z nich miało pretensję do mnie o to, że rozkręciłem aferę, spowodowałem zatrzymanie autobusu, że muszą czekać pół godziny na następny. Po kolejnych 10-15 minutach dotarło pogotowie. Do autubusu weszło kilku znudzonych sanitariuszy, którzy stwierdzili, że "przecież on jest pijany i nic mu nie jest" - gdy chciałem im opowiedzieć co zaszło, jak został uderzony, nie dali mi skończyć, wyśmiali mnie i powtórzyli, że on jest po prostu pod wpływem alkoholu. Zabrali go do karetki. Gdyby nie trochę szczęścia w nieszczęściu to uwzględniając przybycie pogotowia po 20-25 minutach chłopak mógł mieć małe szanse na przeżycie. Pogotowie odjechało, policjanci zadali kilka pytań i odjechali również. Przyjechał następny autobus.

Cała sytuacja w autobusie pokazuje jak zbudowane jest społeczeństwo ludzkie. Pewien jego niewielki procent to margines - alkoholicy, lumpenproletariat. Kolejna grupa to bandyci - żyjący z kradzieży, zadający ból dla przyjemności i rozrywki. Kolejna grupka to jednostki aktywne - którym nie jest wszystko obojętne. Problem w tym, że najbardziej przerażająca jest znakomita większość - obojętna, szara masa, dająca każdym słowem, każdym ruchem przyzwolenie na zło. Gdy słyszę argumenty o tym, że masa jest w stanie zmieniać świat i ustrój nie zgadzam się. Tłum wylewa sie na ulice. Faktycznie, ale w celu realizacji swych interesów ekonomicznych albo gdy odpowiednio nasiąknie kosztowną propagandą i jest prowadzony przez środowiska, ruchy, powiedzmy populistyczne w złym tego słowa znaczeniu. Tłum wychodzi na ulice tylko wtedy gdy powszechnie można to uznać za normę. Gdy propaganda działa tak szeroko, że wszyscy rozumieją i wiedzą dlaczego trzeba się czemuś sprzeciwiać, lub też wszyscy mają bezpośrednie lub pośrednie korzyści materialne. Są opłacani przez dane ugrupowania polityczne (np. 50zł od osoby za udział w demonstracji) lub też naczelnymi hasłami demonstracji, protestu są postulaty ekonomiczne - nawet jeśli ich realizacja doprowadziłaby do pogorszenia sytuacji ekonomicznej innej grupy społecznej.

Nie ma litości.

Każda wojna jest opłacalna pod każdym względem. Szacuje się, że każdy dolar/złotówka włożony w wojnę zwraca się ośmiokrotnie. Bogate państwo stać na to, aby zatkać usta swojego społeczeństwa ulgami i podwyżkami. Społeczeństwa bogatych państw Europy zachodniej żyją na nieporównywalnie wyższym poziomie ekonomicznym niż społeczności państw trzeciego świata. Ich kosztem. Gdyby nie kolonializm nie byłoby takiego stanu rzeczy. Społeczeństwo chce wojny wtedy gdy widzi w niej sens ekonomiczny. Moja sąsiadka umierała ze szczęścia gdy dowiedziała się, że polacy będa okupować inne państwo. Mówiła tak: "Wreszcie i my będziemy mieć coś do powiedzenia!". Nigdy nie odważyła się tego powiedzieć w mojej obecności, ale jej słowa znam z przekazów osób trzecich (bliskiej rodziny). Pewien znany starożytny dowódca, polityk powiedział kiedyś mniej więcej coś takiego: "Ten, który twierdzi, że nie powinniśmy prowadzić wojen, twierdzi, że nie powinniśmy żyć w dostatku i chwale."

Była to próba charakterystyki otaczającej nas rzeczywistości. Nie rzeczywistości aktualnej, ale rzeczywistości jako mentalnej konstrukcji społecznej, która panuje już od tysięcy lat i prawdopodobnie jeszcze tysiące lat będzie panować. System wychowawczy jest jej podporządkowany. Cała pedagogika jak i resocjalizacja. Wszystko co ma kreować świadomość człowieka zostało zbudowane w taki sposób, aby wychowywać armie posłusznych cyborgów nie reagujących w autobusach. Wszelkie odsępstwa od normy to wynaturzenia - wariaci, bandyci, margines, szaleńcy. Ja będąc w autobusie zostałem scharakteryzowany przez cały "normalny autobus jako szaleniec rzucający się z pięćiami na trzech, wyższych o kilkadziesiąt centymetrów bydlaków a do tego wyskakujący z jadącego prawie pełną prędkościa pojazdu. Zostałem uznany za szaleńca i niemal całkiem skrępowany przez tłum.

Wystarczy tylko uświadomić sobie gdzie żyjemy a stwiedzimy, że rzeczywistość na każdym kroku pluje nam prosto w twarz. Można się godzić lub też nie. Nie ma możliwości, aby ją zmienić. Nie wystarczy nawet jej zniszczyć. Nie wystarczy zabić człowieka gdyż jego podłość i nienawiść i tak pozostaną po nim.

Lider legendarnego punkowego zespołu Moskwa (sklasyfikowany przez współczesnych pedagogów jako patologia z której wpływami należy walczyć) - Guma śpiewał:



Powietrza


Gnije wszystko, gnije wszystko
Skażenie, śmierć w terenie
Powietrza, powietrza!

Płonie wszystko, płonie wszystko
Ludzie, kamienie
Powietrza, powietrza!

Wszędzie śmierć, mdłe rozmowy
I nikt nie chce podnieść głowy
Powietrza, powietrza







Powietrza.

Szukam ucieczki.

Gdybym żył ponad 80 lat temu, schronienie znalazłbym na Kolonii im. Maksima Gorkiego.

Żyjąc w czasach dzisiejszych sam muszę ją stworzyć.

Na kolonię kierowane były młode osoby, które ze względu na swe przewinienia miały zostać umieszczone w zakładach karnych jednak słusznie uznano, że przebywanie w jednej celi z mordercami nie będzie służyło procesowi resocjalizacji młodych ludzi. Jak się później okazało na kolonię trafiali nie tylko ci, którzy byli na nią kierowani. Miały miejsce przypadki kiedy młodzi ludzie dosyć mieli dawnego życia i pragnęli przygody, pragnęli zamieszkać, żyć, pracować i rozwijać się na Koloni im. Gorkiego.

System wychowawczy Makernki był inny niż wszystkie. Był wyzwaniem. Sprzeciwem wobec okrutnego świata kierującego się swoimi dzikimi zasadami. Społeczność kolonii była tak naprawdę wyrwana z kontekstu rzeczywistości. Makarenko zrezygnował ze swojej działalności dopiero w tym momencie, gdy już czuł, że już nie będzie w stanie realizować zadania budowy autonomicznej społeczności, gdy już władza powoli wchodziła i przejmowała kontorlę nad kolonią.

Makarenko opracował swój system pracy z młodzieżą. Przez cały okres trwania kolonii obowiązywało kilka zasad. Po pierwsze każdy człowiek przychodzący na kolonię zapominał o swojej przeszłości i również nie był wypytywany o to co robił wcześniej. Unikano też za wszelką cenę sytuacji kiedy ktoś mógł wypytwac wychowanków kolonii o przeszłość. Mieli stać się nowymi ludźmi. Kolejną zasadą, można powiedzieć ideą, był postawiony przez Makarenkę cel. Kolonia nie miała wychowywać "zwyczajnych obywateli". Kolonia miała tworzyć nowego, lepszego człowieka i nowe, lepsze społeczeństwo. Jak bardzo nierealny ten cel mógłby się komuś wydawać, jednak należy zrozumieć, że kolonia już sama w sobie stanowiła pewnego rodzaju społeczeństwo. Małe, dość hermetyczne i pod wieloma względami oderwane od otaczającej rzeczywistości.

Słyszałem od wielu znajomych "pedagogów" oraz "resocjalizatorów", że Makarenko nie podchodził indywidualnie do jednostki i starał się za wszelką cenę wszystkich zrównać i zbudować jednolity kolektyw. Niestety z reguły takie opinie padają z ust osób, które albo niedokładnie zapoznały się z twórczościa i działalnością Makarenki lub też nie specjalnie zrozumiały koncepcję Makarenki. Jednym z ważniejszych zadań systemu Makarenki było uformowanie kolektywu - doskonale funkcjonującego organizmu, gdzie każdy organ realizuje swoje zadanie jak najlepiej, gdzie każda tkanka i komórka musi budować całość. Kolektyw, w koncepcji Makarenki, został podzielony na oddziały, z których każdy specjalizował się w jakiejś pracy, twórczości. Dzięki zazębianiu się pracy poszczególnych oddziałów powstawał samowystarczalny mechanizm. Makarenko głowił się nad każdym jednym wychowankiem, zastanawiał się, poświęcał wiele czasu i uwagi. Konsultował się indywidualnie z każdym z młodych ludzi i wspólnie z nimi podejmował decyzję o tym do jakiego oddziału przydzielić daną osobę. Najczęściej decydowały zainteresowania. Przykładem może być Antoni Bratczenko, który od samego początku działał w stajni - kochał konie i w pełni realizował się jako osoba nadzorująca pracę stajni. Jak się później okazało nie miał problemu w zdobywaniu wyższego wykształcenia. Drugi odział - koniuchów - dowodzony przez Bratczenkę niemal zawsze sprawował się znakomicie. Podobnie jak i inne oddziały. Można powiedzieć, że było to takie małe państwo. W zasadzie trudno nazwać państwem coś co pozbawione było struktur represji. Powiedzmy w takim razie, że była to doskonale zorganizowana społeczność, która sama sobą dowodziła.

Każdy oddział posiadał swojego dowódcę. Dowódca ten był jednak regularnie wymieniany, dzięki czemu każdy mógł sprawdzić się na tym stanowisku.

Praca. Była szczęściem. Szczęściem była z tego względu, że służyła całej społeczności. Każda przepracowana chwila w świadomości wychowanka kolonii sprawiała życie na kolonii cudowniejszym a sama kolonia rosła z każdą chwilą. Idea kolektywu była podstawą motywacji młodych ludzi, idea pracy dla wspólnego dobra, dla lepszej przyszłości. Młodzież nie szanowała leni. Po przybyciu do Kuriaża wielkim szokiem dla kolonistów była bierna postawa kuriażan, bierna postawa, która jednak w starciu z cudowną koncepcją Makarenki nie wytrzymała i przegrała.

Jednym z najcudowniejszych doświadczeń kolonii im. M. Gorkiego był teatr. Idea organizacji pracy kolektywnej poprzez podział zadań i działanie oddziałów zespołowych sprawdziło się wyjątkowo cudownie. Zazwyczaj "teatralne" oddziały zespołowe prezentowały się w sposób następujący:

Szósty "A" - artyści,
Szósty "P" - publiczność,
Szósty "K" - kostiumy,
Szósty "gorący" - opalanie,
Szósty "D" - dekoracje,
Szósty "R" - rekwizyty,
Szósty "O" - oświetelenie i efekty świetlne,
Szósty "SP" - sprzątanie,
Szósty "SZ" - efekty słuchowe,
Szósty "K" - kurtyna.

Każdy znał swoje miejsce. Każdy rozumiał swoje zadanie. W imię artystycznej realizacji tego czy innego wielkiego dzieła teatralnego przepadały wszelkie typowo ludzkie cechy jak ambicja, nienawiść, zazdrość, chciwość. Wszyscy wszelkimi siłami dążyli do jak najdoskonalszej realizacji artystycznej. Każdy uczestnik tego wielkiego przedsięwzięcia mocno przykładał się do realizacji powierzonego mu zadania.

Wytworzył się doskonale funkcjonujący i współgrający organizm. W równym stopniu przykładał się do realizacji zadania aktor co też specjalista od oświetlenia czy też efektów specjalnych. Bywało i tak, że przygotowanie jednej tylko eksplozji pochłaniało ogromne pokłady energii, czasu i sił. Ciekawa była realizacja sztuki pt. "Azef". Kluczowym momentem przedstawienia był zamach na Plewego. Zaconow miał rzucić bombę, która miała eksplodować. Plewego grał sam Antoni Makarenko zaś za eksplozję odpowiedzialny był dowódca Szóstego "SZ" - Osadczy. Ten ostatni zmoblilizował kilkadziesiąt osób - tylko i wyłącznie w celu realizacji eksplozji. Za sceną ustawiono beczki do których wyznaczona grupa strzelców miała oddać strzały. Rozłożono także szkło, które miało być tłuczone za pomocą cegieł. Naprzeciwko wejścia na scenę ustawiono około dziesięciu chłopaków, którzy mieli nabrać w usta nafty a następnie chuchnąć nią na palące się świece. Na wszelki wypadek zmobilizowano także grupę z wiadrami - na wypadek gdyby zaczął się pożar. Nie trzeba już chyba nawet dodawać, że cała scena wypadła wyśmienicie i cały skomplikowany mechanizm zadziałał doskonale. Przerażający huk, błysk, płomień i Makarenko w roli Plewego padł "zabity" przez zamachowca. Miały miejsce również podobne realizacje, gdzie od odpowiedniego zaplecza technicznego był uzależniony wyraz artystyczny.

Realizacje teatralne - sposób organizacji, poziom entuzjazmu, radość tworzenia - niczym nie różniły się od codziennej pracy. Każdy dzień na kolonii był przedstawieniem a każdy kolonista odpowiadał za jego artystyczny wyraz. Świadomość twórczego procesu, który miał miejsce, towarzyszyła niemal każdemu koloniście.


Życie nie musi być podłe szare i nudne. Życie nie musi składać się ze zbioru powszednich dni, wykonywania zaprogramowanych czynności, funcjonowania jako trybik w przerażającej machnie zła i nienawiści. Tak wcale nie musi być. Każdy dzień, każda chwila może być wspaniała. Każdy dzień, każda chwila życia może przynosić radość i budować alternatywę wobec zła świata. W rozumieniu Makarenki każdy dzień przynosił szczęście, każdy dzień i nawet pozornie najbardziej prozaiczna praca przybliżała cały kolektyw a tym samym i poszczególne komórki wchodzące w jego skład do czegoś lepszego, do jakiejś wyższej formy życia i organizacji. W myśl tego systemu nawet czyszczenie świnek było wielce artystycznym procesem twórczym. Praca nigdy nie była karą. Praca była zawsze radością.

Długo można się zachwycać. Można też zastanowić się dlaczego tak się działo i dlaczego tak bardzo podatny na taki system wychowaczy okazał się teoaretycznie najgorszy margines, najbardziej patologiczny element. Według mnie jest kilka powodów.

Świat a młodzież

Świat bardzo źle traktuje wszystkich. Szczególnie natomiast źle potraktował tych młodych ludzi, którzy trafiali na kolonię. Oni byli z założenia przeciwnikami całej otaczającej rzeczywistości. Z założenia się z nią nie zgadzali - świadomie lub też nie. Nie chcieli się do niej dopasować. Chcieli być inni. Chcieli za wszelką cenę sprzeciwiać się. Chcieli wręcz udowodnić, że poradzą sobie sami. Poradzą sobie bez porad "mądrych ludzi", którzy tak naprawdę w swej masie są odpowiedzialni za krzywdę młodych. Nieufnością darzyli wszystkich, a w szczególności tych, którzy za pomocą prostych środków chcieli ich uporządkować. Szczególnie dramatyczne w przypadku trudnej młodzieży są przypadki stosowania agresji w celu wymuszenia posłuszeństwa. Antoniemu Makarence zdarzyło się to kilka razy - za każdym razem uznawał to za swój wielki pedagogiczny błąd. Ratowała go w tej sytuacji tylko szczerość intencji. Nie chciał nikomu zrobić krzywdy, nie chciał też wymusić niczego na nikim siłą. Po prostu tracił w tych momentach nadzieję i siłę i tak naprawdę ta śladowa przemoc była wymierzona przeciwko niemu. Nie życzyłbym nikomu aby kiedyś usłyszał co myśli młody człowiek o wychowawcy stosującym regularnie przemoc. Sam osobiście miałem przypadek kiedy przemoc pewnego wychowawcy w pewnej świetlicy wobec 12-letniego wychowanka płynnie przeszła w moją przemoc wobec tego wychowawcy. Wszystko zakończyło się interwencją policji a młodzież z całego ośrodka i okolic stanęła za mną murem. Nie chciałem nikogo skrzywdzić - chciałem obronić tak samo jak Antoni Makarenko też tak naprawdę chciał obronić. Najważniejsze są intencje i szczerość działania, potem dopiero dochodzi cały ciężar pedagogicznej wiedzy. Śmieciem - nikim dla mnie jest pedagog, który swoją aktywność przejawia tylko w ramach siatki godzin wyznaczonych przez pracodawcę, który zlekceważy samotne dzieci i wyjdzie punktualnie o godzinie 20:00 ale będzie posiadał "poważne" doświadczenie pedagogiczne i "odpowiednią" wiedzę - wyczytaną w mądrych i mniej mądrych podręcznikach, poradnikach pisanych przez ludzi, którzy na oczy nie widzieli patologii społecznej, nigdy się z nią nie stykali (być może tylko w środkach masowego przekazu) i uchodzą za "wybitnych" specjalistów. Znam niestety dziesiątki takich przypadków. W zasadzie 99.9999XXXXXXX% pedagogów jest takich. Na palcach dwóch rąk policzyć wyjątki.

Nuda

Perspektywa normalnego życia jest dla młodego człowieka po prostu nudna. On pragnie przygody. Często nastolatkowie przyłączali się, w okresie wojny domowej, do różnych oddziałów partyzanckich a to do jakich konkretnie często było tylko kwestią przypadku - jak to opisuje sam Antoni Makarenko w Poemacie Pedagogicznym. Niemal każdy młody człowiek marzy aby żyć odważnie, aby jego ojciec był kimś nadzwyczajnym - choćby nawet bandytą. Sam osobiście znam wiele przypadków, kiedy młodzi ludzie wymyślali niestworzone historie na temat swoich ojców, którzy mieli rzekomo siedzieć całe lata w zakładach karnych. Prawdę mówiąc, pewną dozę dumy wyczuwałem nawet u tych osób, których ojcowie naprawdę siedzieli w więzieniu i to większość swojego życia. Często słyszałem też od synów recydywistów, że oni także chcieliby siedzieć lecz są jeszcze zbyt młodzi ale to nic, gdyż zostało im już niewiele czasu i trafią tam przy pierwszej lepszej okazji. Osoby te spędziły już wiele lat w zakładach poprawczych, aktualnie były na wolności.
Nuda a co za tym idzie - lenistwo, to stan umysłu i duszy z którym godzi się niemal każdy człowiek po przekroczeniu pewnego wieku a dodatkowo wtedy gdy w młodości energia, która rozpiera organizm nie została ukierunkowana gdziekolwiek i po prostu się wypaliła. Człowiekowi dojrzałemu, który nie nasiąknął zainteresowaniami, wiedzą w młodości, nie będzie się już chciało nic robić. Osiądzie. Znajdzie osobę podobną sobie i spędzi z nią resztę życia a także spłodzi istoty podobne sobie. Zamknięte koło.

Brak perspektywy

Straszny jest brak perspektywy. Wcześniej czy później każdy zda sobie sprawę z tego gdzie się znalazł, że to co miało być tak bardzo fascynujące wcale takie nie jest. Nikt inny jak właśnie dorastający człowiek nie zdaje sobie lepiej sprawy z tego w jakim kierunku zmierza jego życie. Dzieje się tak świadomie lub też podświadomie ale zjawisko to dotyka głównie osoby zagrożone patologią lub też z patologii się wywodzące. Nie jest to też świadomość, która sama w sobie popycha jednostkę do aktywnej walki o przyszłość. Jeżeli nie znajdzie się w tym okresie obok ktoś kto mógłby wskazać drogę rozwoju, istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że dany człowiek "przepadnie". Młody człowiek niestety często nie próbuje sam z siebie walczyć o swój los. Stara się nawet udawać, że wszystko jest dobrze i że odpowiada mu taki stan rzeczy. Zapewniam, że dzieje się tak do czasu, do czasu gdy nie przybędzie ten magiczny, trochę odrealniony statek kosmiczny w postaci alternatywy, w postaci nowej i co ważne prawdziwie realnej a nie oszukanej perspektywy rozwoju w zupełnie nowym, fascynującym kierunku. Element pasji i przygody, tak jak Kolonia im. Maksima Gorkiego była czymś wspaniałym i fascynującym zarówno dla osób poszkodowanych przez los jak i tych normalnych.

Wariant optymistyczny

Podobno człowiek nie jest z założenia zły. Podobno gdy tylko przychodzi na świat pragnie dobra. Wielkimi oczami obserwuje wielki świat i jest jego bardzo ciekawy. Zasadniczo psychika ksztatuje się w młodości - w pierwszej fazie - do piątego roku życia. To najważniejszy okres. Jeżeli młody człowiek zostanie skrzywiony, tak jak to występuje w 99,99999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999 99999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999 999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999999% przypadków, to szanse na to, że uda się ukształtować z niego wartościową jednostkę drastycznie spadają. Kolejny etap kończy się około 15 roku życia, kiedy człowiek zaczyna ostatecznie dojrzewać. Zanim nie uformuje się jego psychika jest jeszcze czas i możliwość na twórczą ingerencję w organizm. Zakładając, że poprzez pewne środki, które niżej opiszę, możemy kreować świadomość a także biorąc pod uwagę ten fakt, że każda jednostka nie ma zakodowanego w sobie zła (zakładając istnienie wariantu optymistycznego) możemy dojść do wniosku, że niemal z każdego młodego człowieka może wyrosnąć ktoś wartościowy. Makarenko wychodził z takiego założenia i wierzył w to do końca, wierzył, że nie ma a jeśli już są to bardzo rzadko, przypadki, z którymi nie da się już nic zrobić. Zakładał, że w każdym jednym z wychowanków można odnaleźć jakiś wartościowy element a następnie go rozwinąć.

Zerowanie umysłu

Jednym z istotniejszych zadań realizowanych przez system Makarenki, świadomie lub też nieświadomie, było zerowanie umysłu. Każdy przybyły na kolonię miał zapomnieć kim był i co robił w przeszłości. Również sam Makarenko nie wypytywał o przeszłość, starał się stworzyć takie warunki aby przeszłość nie wracała, aby umierała z każdym radosnym dniem pracy i nauki. Dzięki temu zabiegowi istniała szansa na to, że uda się jeszcze na nowo uformować dorastający umysł, że uda się jeszcze odwrócić całe zło jakie grzmiało w głowie po ciężkich życiowych przejściach.

Najważniejsze - pasja - rozbudzenie pasji!!

Przydzielenie konkretnego wychowanka do konkretnego oddziału było bardzo istotne. Makarenko zakładał, że uda się w ramach poszczególnych oddziałów stworzyć warunki do indywidualnego rozwoju każdego z podopiecznych, że uda się rozbudzić w nim zainteresowania, które później przerosną w życiową pasję. Bardzo istotna była dalsza edukacja, walka o wyższe wykształcenie, oczywiście nie dla samych dokumentów ale właśnie dla rozwoju intelektualnego. Radością była każda praca - nie chodziło już nawet o to aby za wszelką cenę świnki były czyste, chodziło o to aby każdy jeden mógł się realizować i wykonywać powierzane jemu zadania jak najlepiej, na wyznaczonym odcinku. Budował się potężny organizm. To była radość budowania kolektywu - wspólnego dzieła - wspólnego domu i wspólnej przyszłości.

Z całą pewnośćią nie może rozbudzić pasji ten kto sam jej nie posiada. Na pewno nie może wspomóc intelektualnie młodego człowieka ktoś kto odrabia tylko robotę i zarabia na utrzymanie rodziny poprzez aktywność pedagogiczną. To jest wielki problem, który dotyczy całego systemu Makarenki. Ten system nie ma racji bytu gdy wychowawcami są osoby bez serca przecież prawie wszyscy ludzie serca nie mają o czym zresztą pisałem wcześniej (gdyby były jeszcze jakieś wątpliwości to proszę wrócić kilka stron do tyłu).



Brak pracy, brak aktywności intelektualnej, brak perspektywy rozwoju w przypadku pracy z trudną młodzieżą mogą być tragiczne w skutkach. Po przykrym incydencie z Czobotem - wychowankiem kolonii, który powiesił się z powodu zawodu miłosnego, Antoni Makarenko doszedł do następującego wniosku (fragment Poematu Pedagogicznego):


"W drodze powrotnej zastanawiałem się nad losami naszej kolonii. Przed moimi oczami stanęła w pełni groźba kryzysu, groźba, że stoczy się w przepaść to, co uważałem za niewątpliwie cenne, wartościowe żywe, żywotne, stworzone przez pięcioletnią wytężoną pracę kolektywu, wartości wyjątkowe, których nawet przez skromność nie chciałem przed sobą ukrywać.

W takim kolektywie niejasne zarysy losów osobistych nie mogły być przyczyną kryzysu. Przecież drogi jednostki są zawsze niejasne. I co to właściwie znaczy: jasne drogi jednostki? To wyrzeczenie się kolektywu, to koncentrat mieszczaństwa: to wczena, nudna troska o kawałek chleba w przyszłości i zdobycie tych tak czczonych kwalifikacji. I jakich właściwie kwalifikacji? Stolarza, szewca, młynarza. Nie, jestem głęboko przekonany, że w naszym radzieckim życiu najdroższymi kwalifikacjami dla szesnastoletniego chłopca są kwalifikacje bojownika i człowieka.

Przerywam na chwilę cytat aby ogłosić, że pogniewam się na każdego "specjalistę" twierdzącego, że naczelnym zadaniem Makarenki było przekształcanie ludzi w "sowieckich małpoludów" pozbawionych zdolności do myślenia abstrakcyjnego. W każdym zdaniu pochodzącym z tego cytatu wylewa się wola walki o dusze każdej jednostki w sposób taki aby wybronić ją przed mieszczańską naroślą jaka nachodzi niemal każdego dorastającego człowieka."

Ciąg dalszy tego cytatu:


"Uświadomiłem sobie, w czym zawiera się siła kolektywu kolonistów, i nagle pojąłem, o co chodzi: no, oczywiście, jak mogłem tak długo zastanawiać się! Sedno leży w zastoju! Nie wolno dopuścić w życiu kolektywu do zastoju.
Ucieszyłem się jak dziecko: jakie to piękne! Jaka cudowna, porywająca dialektyka! Wolny pracujący kolektyw nie może stać w miejscu. Prawo ogólnego rozwoju wszechświata dopiero zaczyna ukazywać swą siłę. Formą bytowania wolnego ludzkiego kolektywu jest pęd naprzód, zatrzymanie jest równoznaczne ze śmiercią.
Tak, drepczemy w miejscu prawie dwa lata: te same pola, te same klomby, ten sam warsztat stolarski i ten sam bieg życia.
Spieszyłem na kolonię, by spojrzeć w oczy kolonistów i sprawdzić moje wielkie odkrycie."


Nadciąga kilka wniosków. Zarówno z tego cytatu jak i z samej praktyki pedagogicznej. Nie wolno zatrzymać procesu. Nie wolno dopuścić do sytuacji kiedy młodzież w pierwszym momencie porwana cudowną ideą brnie w nieznane, zachwycona i dążąca do celu a z czasem cel tej jest ciągle odleglejszy, w zasadzie nie ma żadnego celu i aktywność zanika. W podświadomości osoby, która zaufała i ruszyła do walki o swój umysł, zaniechanie aktywności, rozmycie celu, opadek poziomu entuzjazmu - może być tragiczne w skutkach. Zwiększa się szansa, że już nigdy nie uda się ponownie skierować wychowanka na "dobrą drogę". Nie zaufa więcej. Być może i zaufa ale zawsze będzie to dość dramatyczny zawód do czego nie wolno doprowadzić.


Żelazna psychika. Wbrew wszystkiemu. Wbrew światu.

Cały system wychowaczy Antoniego Makarenki jak i w ogóle każdy system, pomysł i jego realizacja w praktyce, sposób na uformowanie nowej, lepszej niż powszechnie panującej psychiki jest zadaniem bardzo odważnym. Z góry należy zakładać, że jednym z poważnych zagrożeń dla tego twórczego procesu będą wpływy, naciski zewnętrzne. Ludzie bardzo nie lubią gdy ktoś zaczyna wychylać się z szeregu a tak było w przypadku Antoniego Makarenki. Przewidział, że za moment będzie mu bardzo ciężko, że nie będzie mógł realizować swojego programu. Zrezygnował.
Antoni Makarenko budując nowego człowieka, budując go z równym entuzjazmem co radziecki reżyser filmowy Dziga Wiertow działający równolegle, który wypowiedział słynną frazę w pewnym swoim manifeście:


"Ja - kinooko, tworzę człowieka doskonalszego niż ongiś stworzony Adam, tworzę tysiące rozmaitych ludzi według rozmaitych rysunków i schematów. Ja - kinooko. Biorę od jednego ręce, najsilniejsze i najzręczniejsze, od innego - nogi, najzgrabniejsze i najszybsze, od trzeciego - głowę, najpiękniejszą, najwyrazistszą, i tworzę w montażu nowego, doskonałego człowieka... Ja - kinooko. Ja - oko mechaniczne. Ja, maszyna, ukazuję wam świat takim, jakim ja tylko mogę go zobaczyć"


budując człowieka najdoskonalszego, dążył do uformowania nowego umysłu, do wykucia psychiki w sposób taki aby stała się ona niezniszczalna w konfrontacji z całą rzeczywistością, z całym światem. Makarenko lubił cytować Gorkiego, w Poemacie Pedagogicznym spotykamy się m.in. z tym fragmentem "Pieśni o sokole":


"- Szaleństwu śmiałych śpiewamy pieśń!..."



Doświadczenie Antoniego Makarenki było pewnym szaleństwem, szaleństwem, którego więcej już nikomu nie udało się skopiować ale które rozbudziło wyobraźnię być może wielu takich, którzy chcieliby powtórzyć ten cudowny wyczyn oraz go rozwinąć. To nie jest wyzwanie dla skamieniałych profesorów, specjalistów, stażystów. To nie jest zadanie dla instytucji państwowych, samorządów, czy też innych tworów organizacyjnych. To zadanie dla artystów. Dla konstruktorów dusz. Dla szaleńców, marzycieli pragnących budować wszystko na nowo. Pragnących zmieniać świat. Pragnących myśleć i żyć inaczej a swoją pasję przekazywać innym.


Iwo Czerniawski

WYZEROWAĆ UMYSŁ

Sprzeciwiać się złu
W sposób skrajny
Wyzerować umysł
Zacząc wszystko od nowa
Budując nowy świat
Nowy porządek i system wartości
Zapomnieć o wszystkim co było
Pamietać o tym co dobre
Tworząc nową strukturę
Nową własną konstrukcję mentalną
Zabrać na bezludną wyspę to na co ma się ochotę
Zburzyć wszystkie dawne schematy
Ograniczające umysł - budujące podziały
Życie - Schemat - wytyczna ludzkości zakodowana w umyśle
Śmierć - wyzwala ciało z ciężaru przyzwoitości
Nie trzeba niczego
By żyć pięknie
Nie trzeba niczego
By sprawiedliwość triumfowała
Niczego nie trzeba
To co będzie potrzebne zostanie stworzone





Iwo Czerniawski
założyciel i kierownik Klubu Krótkofalarskiego im. Antoniego Makarenki

iwo_cz@poczta.onet.pl